Znajdź jakieś praktyki, pracę dorywczą, popróbuj tu i tam, zobacz, co ci się podoba. Też nie za bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc zahaczyłam się na początek w korpo, w którym nie cisną nadgodzin. Zarabiam nieźle, mam czas na swoje zainteresowania, uczę się kolejnego języka obcego - a potem zobaczymy.
Witam nie wiem czy ktoś mi pomoże ale zaryzykuję. Od początku jestem po rozwodzie mam córkę 9 lat i teraz z obecnym partnerem 3 miesięczną córeczkę, jesteśmy ze sobą od 3 lat
Problem z byciem sobą,co zrobić? 2011-07-23 22:52:46; Tęsknie Nie wiem co ze sobą zrobić Pomożecie? 2010-03-28 12:52:20; Mam Problem i nie wiem jak to mu powiedzieć Pomożecie? 2009-07-19 22:58:45; Nie wiem co zrobić - problem z samym sobą? 2011-09-24 00:03:36; Mam problem, ze samą sobą. Co mam zrobić? 2015-12-12 19:49:46; mam
Jeszcze nie wiem, co ze sobą zrobić, dopiero przypominam sobie własną codzienność. Jeszcze jestem chaotyczną mieszanką ekscytacji i tęsknoty, miotającą się bez planu po chacie, prokrastynującą chorobliwie, zajmującą się reanimacją roślin doniczkowych i skóry na nosie bardziej niż wypadałoby po ponad dwóch tygodniach bez
Dalej czuję się koszmarnie, brak mi chęci do życia, mam myśli samobójcze i nie wiem co z sobą zrobić. Chodzę co tydzień na modlitwy o uwolnienie, od kwietnia to trwa, ale powoli tracę wiarę na to, że jest cokolwiek, co jest w stanie mi pomóc. Tylko jedno przychodzi mi do głowy - śmierć.
Ten potwór którym się stałam męczy moją duszę, chociaż nie jestem pewna czy jeszcze ją mam. Jakiś czas temu zaczęła gnić, zjadały ją robaki przeszłości i teraźniejszości. Ponownie nie wiem co ze sobą zrobić. Jestem niczym zagrożony gatunek który za niedługo wyginie. Ostatnio autodestrukcja stała się moją codziennością.
ySjVmZ. Być może znalazłaś się w takim momencie swojego życia, gdzie na myśl o swoim związku, miałabyś ochotę zaznaczyć „To skomplikowane”. Może czujesz, że żyjesz w jakimś zawieszeniu, nie wiesz, co dalej, co zrobić ze swoim życiem. To nie jest dobre uczucie. Ale jak się z niego wyrwać? Skomplikowane relacje Relacje pomiędzy Tobą, a Twoim partnerem mogą skomplikować się na rożnych polach. Coś pomiędzy wami wygasło. Może już zdecydowaliście się na rozstanie, ale cały czas utrzymujecie kontakt, rozmawiacie o was, kłócicie się, obarczacie wzajemnie odpowiedzialnością. A może któreś z was cały czas deklaruje, że musi to jeszcze przemyśleć. Być może ciężko wam znaleźć w sobie te uczucie z początków związku. Najistotniejsze wydaje się jednak to, że nie czujesz się w tym układzie dobrze i jednocześnie nie masz pojęcia co dalej z nią zrobić? Czekać? Walczyć? Odejść? Żądać działania z drugiej strony? W pełni się podporządkować, byleby tylko on nie chciał odejść? Co robić? Naturalne jest, gdy w tym wszystkim pojawia się lęk. O przyszłość, o swoje zdrowie i samopoczucie, lęk przed tym, co powiedzą inni, dalsi i bliżsi ludzie, lęk o stronę finansową życia, lęk przed samotnością. Trudno wtedy podjąć jakąkolwiek decyzję. Jak długo chcesz w tym trwać? Czy czekasz, aż samo coś się wydarzy i podejmie decyzję za Ciebie? Myślisz, że będzie to dla Ciebie dobre? Może tak, a może nie. Przejąć stery Zdecydowanie jestem zwolenniczką kreowania własnego życia. W każdej sytuacji, nawet tej najgorszej, masz wybór. Nie musisz czekać na ruch z drugiej strony. Jeśli czujesz, że relacja w której jesteś, jest dla Ciebie naprawdę ważna, bo w jakiś sposób Cię buduje, sprawia, że stajesz się lepsza, walcz! Poszukaj możliwości, opracuj plan, który doprowadzi Cię do zwycięstwa. Jeśli jednak czujesz, że ta relacja Cię pogrąża i więcej tracisz niż zyskujesz tkwiąc w niej, zastanów się, jak z niej wyjść. Być może pierwszym krokiem będzie ujarzmienie własnych leków. Nazwij to, czego się boisz. Przyjrzyj się temu. Być może okaże się, że jesteś w stanie utrzymać się sama. Być może wcale nie jesteś skazana na samotność. Może to w końcu czas na odbudowanie poczucia własnej wartości i nauczenie się bycia tylko ze sobą. Nasz strach jest tym większy, im bardziej nieokreślony jest jego przedmiot. Kiedy nazwiemy to, co nas przeraża, staje się to bardziej oswojone i łatwiejsze do ujarzmienia. Główne pytanie brzmi jednak, czego tak naprawdę chcesz od życia? Czy zastanawiałaś się, gdzie chcesz być za rok? Za trzy? Pięć? Kiedy nie wiesz, czego chcesz, dokąd zmierzasz, można powiedzieć, że dryfujesz. Przepływasz z jednego dnia w następny. “Jakoś to będzie”, co? Ale czy satysfakcjonuje Cię to “jakoś”? Jak często zastanawiasz się nad kierunkiem swojego życia? Czy również masz wrażenie, że obecny świat pędzi w jakimś zawrotnym tempie? Jeśli zatrzymujemy się na refleksję, to tylko na moment. Bo […] Jest coś, co torpeduje nasze próby działania. Jest coś, co trzyma nas w miejscu. Nawet jeśli miejsce, w którym się znajdujemy jest […] Jedyna pewna rzecz w naszym życiu, to zmiana. Niektóre z tych zmian są wyczekiwane przez nas, inne przez nas kreowane. Są jednak […] W kryzysowych sytuacjach to, czego bardzo nam potrzeba, to poczucie wsparcia. Poczucie, że na wyciągnięcie ręki jest ktoś, kto zrozumie, zaakceptuje, powie […]
34 letnia singielka, pracująca i mieszkająca w Warszawie. Od ponad 2 lat zmagam się z zalążek sobą ale dobiła mnie śmierć mamy – 3 miesiące temu. Trudno mi jest pisać o sobie, bo też nie do kaca umiem opisać co czuje. Ale może w punktach uda mi się to opisać: - nic mnie nie cieszy (walczyłam o podwyżkę i jak już ją dostałam to nawet mnie nie ucieszyła), jak myślę, żeby zrobić mała przyjemność np. pójść do restauracji na obiad to w tej samej sekundzie widzę, że pewnie i tak nie będzie smaczne a wydam kasę, a pójdę sama i stwierdzam, że to bez sensu), jak kupie sobie jakiś drobiazg to karce siebie po co mi to, że tylko wydałam kasę - czuje się taka strasznie samotna i w sumie nie mam znajomych z którymi mogłabym spędzać czas wolny a fakt, że jestem sama ze swoją głową to już czasem odechciewa się żyć i wiele razy zastanawiałam się jak bym tak skoczyła z budynku albo skoczyła pod pociąg - teraz jak mama odeszła to karciłam siebie, że nie mogę słuchać muzyki, uśmiechać się, że byłam taką nie dobrą córką, bo ciągle coś mamie wytykałam - ogólnie wszyscy mówią, że ciągle tylko marudzę - ponad 2 lata temu rozstałam się z chłopakiem ale ciągle mamy ze sobą kontakt tylko dlatego, ze ja nie mogę uwolnić się od niego, ciągle sobie wmawiam, że „facet dla mnie” ale wiem też, że nie jest ale ciągle go mecze i pisze i proszę o spotkanie …próbowałam szukać kogoś innego, ale i tak wracam w myślach do byłego i czuje jak by mnie cały czas trzymał przy sobie - czuje się tak jak bym stała na skrzyżowaniu i nie wiem w którą stronę iść, co robić, czego chce od życia, nie umiem zdecydować, a w zasadzie to nie wiem czego ja chce do czego ja dążę, nie chciałam być sama a póki co to wygląda to tak jak bym robiła wszystko żeby być nieszczęśliwa - mam problemy ze spaniem, z zaśnięciem, myśli nie pozwalają mi spać i ciągle czuje się strasznie zmęczona Byłam na wizycie u psychologa ale w ramach pakietu medicover, pani psycholog dużo mówiła o śmierci mamy i zasugerowała co powinnam zrobić, by się z nią pożegnać, bo niestety ale nie miałam możliwości. I zaleciła wizytę u psychiatry w celu zdiagnozowania depresji i przypisaniu tabletek. Byłam u psychiatry, zadał mi kilka pytań i wypisał receptę na (Aurorix i Trittico), nie powiedział czy faktycznie to depresja, tylko, że tabletki powinny pomóc i żebym przyszła za miesiąc. Nie lubię brać tabletek i nie jestem przekonana, że rozwiążą problem dlatego piszę, czy te tabletki powinnam brać, czy jednak nie. W którym kierunku powinnam pójść, od czego zacząć …Wiem, że terapie są długie i drogie i niestety mnie na to nie stać
Z Jerzym Kalinowskim, byłym przewodniczącym rady nadzorczej Optimus SA, rozmawia Sławomir Kosieliński. Z Jerzym Kalinowskim, byłym przewodniczącym rady nadzorczej Optimus SA, rozmawia Sławomir Kosieliński. Na ostatnim Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Optimus SA zrezygnował Pan z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej tej spółki. Jak się Pan czuje pierwszego dnia urlopu - zdaje się pierwszego od lat tak długiego, bo zaplanowanego aż na 4 miesiące? Rzeczywiście, przez ostatnich 10 lat zdarzało się raczej, że odwoływałem urlop, bo właśnie wtedy niefortunnie rozpoczynał się jakiś projekt. Miałem najwyżej dwa tygodnie urlopu, który i tak przerywały telefony. Toteż pierwszym uczuciem, kiedy dzisiaj rano wstałem, była myśl, że nie wiem, co ze sobą zrobić. Dlaczego więc Pan zrezygnował? Przez rok wykonałem zadania, które postawił mi Roman Kluska. Po pierwsze, miałem go przygotować do rezygnacji z funkcji prezesa zarządu i do objęcia stanowiska przewodniczącego rady nadzorczej. To dla Romana Kluski był mentalnie najważniejszy i najtrudniejszy cel, ponieważ zależny wyłącznie od niego samego, i wymagał uwierzenia, że firma już jest przygotowana do tego. Po drugie, Roman Kluska stawiał jako cel zwiększenie kursu akcji Optimusa na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych z 40 zł, wokół których oscylowała wartość papierów przez ok. 18 miesięcy przed moim przyjściem, do 140 zł (za 130 zł sprzedano akcje w ofercie publicznej w 1994 r. przed "splitem" akcji w stosunku 1 do 4 - przyp. red). Ten cel wią- zał się też ze zmianą nie najlepszej opinii o spółce, którą mieli w szczególności inwestorzy zagraniczni. Wreszcie, po trzecie, przyszedłem do Optimusa z misją zainicjowania budowy nowej strategii firmy. Teraz jest już oczywiste, że chodziło o wykorzystanie potencjału wczesnych inwestycji w Internet, a przede wszystkim o podniesienie wartości portalu i uczynienia z Internetu głównej podpory spółki. Byłem przekonany, że Optimus miał zawsze dobrą opinię wśród inwestorów... Przed moim przyjściem do firmy na spotkania organizowane przez największe światowe banki inwestycyjne nie zapraszano Optimusa. Spółka nie była znana wśród inwestorów, ponieważ nie wypracowała modelu skutecznej współpracy z nimi. Nie było w firmie osób zajmu- jących się komunikacją z inwesto-rami, które wiedziałyby, czego oni oczekują i na jakich zasadach należy się z nimi komunikować. Roman Kluska powiedział kiedyś, że ma Pan pięcioletni kontrakt w Optimusie. To było inaczej. W kontrakcie miałem określone zadania na każdy rok i system wynagrodzeń w okresie 5 lat. Zakładaliśmy wspólnie z Romanem Kluską, że będzie to praca wieloletnia, jednak udało się wykonać zadania znacznie szybciej. Nie ukrywam, że pomogła eksplozja Nowej Ekonomii i hossa na giełdach światowych, aby nowa strategia [email protected] okazała się skuteczna już po roku. Chyba sam Internet nie wystarczył do zmiany opinii inwestorów o spółce. Pamiętajmy, że Optimus z firmy małej, rodzinnej, stał się najpierw firmą średnią, potem publiczną, aż w końcu bardzo szybko zmienił się w korporację, opartą jednak na starym systemie zarządzania. Toteż miałem jeszcze jedno zadanie: połączyć restrukturyzację z kierunkami rozwoju strategicznego. Jestem bardzo zadowolony, że cały zarząd wybrał Internet jako główną oś rozwoju firmy. To wpłynęło na postawę inwestorów, którzy docenili, że byliśmy pierwszą polską spółką giełdową, która tak zdecydowanie opowiedziała się za Nową Ekonomią. Minęło kilka miesięcy od pierwszej zapowiedzi nowej strategii Optimusa do jej ogłoszenia. Dlaczego? Należało skorelować ujawnienie naszej strategii z sytuacją na rynku. Centralny Dom Maklerski Banku Pekao SA podpowiedział nam, żeby poczekać na koniec 1999 r., gdy fundusze emerytalne, otrzymując pierwsze pieniądze z ZUS, zainwestują je w akcje. Stąd opóźnienie. Po udanych spotkaniach z polskimi inwestorami na początku grudnia 1999 r. wiedzieliśmy, że nadszedł czas. Uwierzyli w naszą strategię, akcje zaczęły zwyż- kować i Optimus od tej pory był zapraszany na prestiżowe, zagraniczne spotkania inwestorów w gronie najlepszych 2-3 spółek z warszawskiej giełdy. Kiedy dowiedział się Pan o sprzedaży akcji przez Romana Kluskę? Jaka jest Pana opinia o tym wydarzeniu? Sześć tygodni wcześniej. To była jego suwerenna decyzja, te akcje należały do niego i mógł z nimi zrobić wszystko. Trzeba uszanować jego wolę. Powiedziałem mu jednak, że należało wykonać to inaczej, znajdując niezależnego doradcę finansowego, który przeprowadziłby optymalną transakcję dla jego interesów. Nie należało sprzedawać akcji pośrednikom, bo to - moim zdaniem - nie jest najlepsze dla firmy. Następuje jednak utrata kontroli nad firmą, strata możliwości samodzielnego wyboru inwestora i co najważniejsze - ta decyzja jest niejasna dla rynku kapitałowego. Oczywiście, mimo to oferta przygotowana przez BRE jest korzystna dla Romana Kluski, przez dwa lata będzie miał jeszcze wpływ na firmę i w razie czego może odkupić akcje. Co należy zmienić w Optimusie, by stał się jeszcze bardziej atrakcyjny dla potencjalnego inwestora. Zgodnie z planem restrukturyzacyjnym Optimus przekształci się w holding finansowy. Optimus SA będzie odpowiadał za finanse i sprawował nadzór właścicielski, będzie tworzył strategię, gdzie inwestować i co sprzedawać, będzie świadczył usługi spółkom holdingu w celu obniżenia kosztów działania. Firma stawia na Internet, integrację systemów informatycznych, produkcję kas fiskalnych, ale również komputerów PC, dzięki którym łatwiej promować portal. Czy potencjalny inwestor będzie chciał trzymać się tego planu? Na razie, dopóki nie będzie on znany, podejrzewam, że nic nie zostanie sprzedane - ani Onet, ani montownia komputerów w Nowym Sączu. To jest dobre pytanie. Nie wiemy, kim będzie inwestor strategiczny i jakie będzie miał zamiary. Lecz nie może czekać. Należy natychmiast znaleźć partnera, który umożliwi dalszy rozwój spółki na stale rosnącym poziomie. W Internecie nie ma czasu na czekanie, zwłaszcza że to przyszłościowa firma, z najlepszymi perspektywami. Co się stanie z Optimus Lockheed Martin? Będzie zajmowała się integracją nie tylko na potrzeby służb mundurowych, ale również biznesu, zwłaszcza przy budowie rozwiązań internetowych między przedsiębiorstwami. Już przygotowano odpowiednią strategię, która prawdopodobnie zostanie zatwierdzona na początku lipca tego roku. A jak wygląda sytuacja Optimus-IC? Roman Kluska zrobił wyśmienity interes, kupując w 1995 r. licencję od japońskiego producenta kas fiskalnych BMC. Technologia produkcji była nieustannie poprawiana tak skutecznie, że najnowsze modele Bravo, Rumba są sprzedawane przez Japończyków pod własną nazwą na rynku Ameryki Łacińskiej. Optimus-IC ma w końcu własne laboratoria, ludzie tam zatrudnieni znają na wylot problemy fiskalne i rynek komponentów. A że kasy sprzedaje obca firma? Trudno. Czasami nie warto tworzyć samodzielnie kanałów dystrybucyjnych i serwisowych. Kiedy należy się spodziewać rozstrzygnięć losu Optimusa? Prawdopodobnie BRE sprzeda udziały inwestorowi w ciągu kilkunastu miesięcy. W zależności, czy to będzie firma polska czy zagraniczna zupełnie inaczej ułoży się struktura grupy i jej plany. W tym roku Optimus musi popracować nad polepszeniem przepływów pieniężnych, przychodów, obniżyć koszty działania. To będą główne cele dla Dariusza Dąbskiego, nowego prezesa. A dla Romana Kluski? Nikt go tak naprawdę nie zna. To bardzo ciekawa osoba, która lepiej się teraz zrealizuje jako prezes rady nadzorczej. Przede wszystkim będzie się "wyżywał" w działalności charytatywnej jako prezes Fundacji Millenium. Budowa domów spokojnej starości, radość dzielenia się pieniędzmi z innymi, naprawdę będzie go zajmowała. Jest skromnym człowiekiem, który sam "nie przeje" tych pieniędzy. To typ ascety, który nie przywiązuje wagi do dóbr doczesnych, toteż filantro- pia leży w jego naturze. Wy go jeszcze nie znacie.
nie wiem co ze sobą zrobić